Po drugie - masz wgląd w moją głowę? Nie.
Nie trzeba wejść w głowę kogoś, bądź być psychologiem
by zinterpretować konkretne zachowanie. W pewnych przypadkach, jest to zupełnie proste.
Lepiej popatrz, z jaką uprzejmością i cierpliwością odpowiadałem w ciągu całej dyskusji na jego 'co-to-ja-nie-jestem' niż doszukuj się wpływu społecznego u kogoś, kto ma wyjebane na cudze zdanie. Dyskusję z nim zacząłem dobrze wiedząc (choć nie, za co), że jest nielubiany - miał już dwa ostrzeżenia i był w jakimś temacie nazywany pedałem, niespecjalnie to śledziłem - a mimo to starałem się być rzeczowy i w ogóle nie przejmować się tym, co inni sobie o nim myślą. A to, że pod koniec miałem dosyć jego okazywania wyższości, jest chyba zrozumiałe. A może nie.
winny się tłumaczy : D
Czyli ocenia innych - ergo stawia się ponad nimi. Tak, jakby miał do tego jakieś podstawy. Jest takim samym człowiekiem, jak każdy z nas, a to że najwyraźniej odnalazł jakąś homeostazę psychiczną dzięki Krishnamurtiemu i sądzi, że jego metoda to jest tą najwłaściwsza, a każda inna jest zła - wynika z pychy (tł. 'nadęcia').
Feydewey zawsze powtarza, że wszyscy jesteśmy równi. Jednak, nawet mimo tego faktu, gdy ktoś celowo chce obniżyć swój poziom - to jego sprawa. A niestety, bardzo dużo ludzi w ten sposób pikuje w dół.
Tak jak Feydewey, który twierdził, że wie, z czym tutaj przyszedłem (choć jestem tutaj od ponad 5 lat) ten kawałek o nadziei na dyskusję na poziomie czy jakoś tak, w śmietniku jest - myślisz, że wiesz, co mam w głowie i znowu bawisz się w telepatę. Wyżej srasz niż dupę masz, nie wiesz i z takim podejście raczej się nie dowiesz. Ktoś kiedyś napisał "...I wtedy zakrada się do umysłu błędne mniemanie, że wiesz, zanim jeszcze poznałeś". Strasznie to do was obu pasuje.
Powtórzę, gdy większość populacji działa w sposób zautomatyzowany - powiedzmy, Twoja zmiana tonu, epitety, oceny, wartościowanie -skądś musi się to brać, i łatwo przewidzieć skąd. Po co telepatia? w ludziach można czytać jak w otwartych księgach: )
btw: zabawny ten argument - ostatnia deska ratunku - nie znasz mnie, nie znasz mnie: )
Tak z ciekawości, czy Ty i Feydewey prezentujecie nurt zwany antypsychiatryzmem?
A tak gwoli tej wypowiedzi - powiedz mi, czym wg Ciebie różni się manipulacja od terapii, terapia od wpływu na drugiego człowieka, a te poprzednie od perswazji?
Jeżeli ktoś przychodzi i mówi, że ma z tym a tamtym problem, po krótkim wywiadzie podpisuje dobrowolnie kontrakt terapeutyczny, to dla mnie to nie jest manipulacja tylko zgoda na terapię - nie mówię tu o nieuczciwych terapeutach, którzy 'wkręcą' klientowi, iż ten ma jakieś problemy i tylko ten terapeuta może mu pomóc.
Nieuczciwi ludzie są wszędzie.
Twór ivghald, tymczasowo opętany przez obcą siłę nie prezentuje żadnego specjalnego nurtu, bo szkoda mu na nurty czasu - nie są one potrzebne do życia i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Feydewey zapewne powiedziałby, że szukasz słówka, w które by można wepchnąć to, z czym się stykasz, by stało się to bardziej...znajome?
Każdy wpływ nosi znamiona manipulacji - gdy człowiek przyjmuje autorytet, albo daje się komuś prowadzić, to samodzielnie nigdy niczego nie zrozumie, chyba, że w pewnym momencie przestanie iść dać prowadzić się za rączkę terapeucie/psychiatrze/księdzu etc etc
Zgoda na manipulację. Być może ta manipulacja może w jakiś sposób ukryć, zmniejszyć, przytłumić problem. nie ma w tym nic złego, ale to tylko painkiller.
A wg Ciebie jeśli ktoś nie potrafi podjąć jakiejkolwiek inicjatywy, by spełnić swoje cele i zrealizować siebie, ponieważ ma zakorzenione w sobie poczucie 'niewartości' nie potrzebuje pomocy?
Potrzebuje, jak najbardziej, by sobie pomóc.
Uważasz, że można na równi postawić terapię poznawczo-behawioralną ('tresurę ludzi'), z terapią psychodynamiczną (grzebaniem się w przeszłości), arteterapią, hipnoterapią, terapią Gestalt, jungowską terapią kulturową i tak dalej i tak dalej? Jeśli wsadzasz do jednego worka tak różne sposoby oddziaływania na człowieka, to dla mnie to JEST rażące uogólnienie.
Już sobie pogadałeś, homie? Teraz idź na spacer, zobacz jak jest pięknie na dworzu i pomyśl, co do tego mają nurty, terapie i rażące nieogólnienia.
Swoją drogą zaczynam się zastanawiać, czy z Feydeweyem nie jesteście neurotykami bojącymi się możliwości jakiejkolwiek ingerencji w waszą 'wolność' ponieważ obawiacie się zranienia, zaś całe wasze poglądy nie są po prostu zrobioną z rozmachem, inteligentną racjonalizacją. Raczej się tego nie dowiem przez internet.
Swoją drogą zaczynam się zastanawiać, czy nie jesteś post sowieckim filatelistą, któremu ukradziono znaczek pocztowy z engelsem i teraz się naprawde mocno nie wkurza z powodu tego faktu (parabolicznie przedstawiłem podobne "zastanowienia" jak te Twoje;))
Z jednej strony Feydewey zdawał się mówić o tym, że każdy jest indywidualny, a z drugiej ignoruje tak prosty fakt, że niektórzy nie mają odpowiedniej zdolności do introspekcji, choćby z powodu skrajnego ekstrawertyzmu - nie chce mi się znowu mnożyć przykładów, Ivghald, chyba znasz wiele różnych wariantów psychiki, które uniemożliwiają takie spojrzenie wgłąb siebie, bo chyba oboje mieliście ponadprzeciętną styczność z psychologią (cokolwiek ukrywa się pod enigmatycznym określeniem 'empirycznych doświadczeń').
Na początku chciałem podziękować, że nie mnożysz przykładów. Serio. Dalej: każdy jest unikalny, co nie znaczy, że istnieje na świecie człowiek, który w 100% nie jest zdolny do instrospekcji. Feydewey zapewne by powiedział, że - co już powtarzał - psychologia nie jest absolutnie potrzebna do samopoznania, głębokiej analizy samego siebie, dyskusyjnym pozostaje, czy wręcz nie przeszkadza w tym (chociażby męcząc umysł nadmiarem słów, nurtów, i wariantów;))
Wydaje mi się, że mówiąc o empirycznych doświadczeniach, chodzi tutaj o empiryczne doświadczenia nie z psychologią, albo jakimś jej wariantem, ale z rzeczywistością
To, że jemu udało się osiągnąć pewność siebie samemu to jego sprawa - gratulacje. Ale nie każdy ma na tyle siły i ma wolny wybór, by 'wynająć sobie faceta', który mu w tym pomoże. A techniki terapeutyczne dalekie są od 'rzucania komunałów', chyba że trafiliście na psychologów tylko z nazwy, a nie prawdziwego sortu. Wiem, że takich jest wielu, ale ponownie - tworzenie takich twierdzeń ogólnych, uniwersalnych, na podstawie jednostkowego doświadczenia i ignorowanie przypadków innych ludzi czy możliwości innych scenariuszy jest... uwaga uwaga, teraz będzie strasznie - rażącym uogólnieniem.
Powiedziałoby się raczej, że nie każdy ma przeświadczenie o tym, że ma wystarczająco dużo siły i wolny wybór. A raczej, że ma przeświadczenie odwrotne - sztuka to przełamać, a raczej pozwolić temu "odpaść". Co do psychologów, to niezależnie czy są prima sort, czy używani, czy importowani - prezentują mniej więcej (pomijając skrajności i chlubne wyjątki) to samo. Oczywiście, nie znaczy to że mają złe intencje - nawet jeżeli ktoś zostaje psychologiem, bo poszedł na te studia z braku laku, albo nigdzie indziej go nie przyjęli - po prostu chcą pomóc, ale nie pomagają naprawdę, bo często nie wiedzą jak pomóc.
Poniżyłem się, a on w swej wielkości, high & mighty Feydewey, raczy w swej wielkiej łaskawości obdarzyć mnie pozdrowieniem. Po prostu zaraz zesram się ze szczęścia - a w dupę wsadź sobie swoje pozdrowienia. Nie czuję tutaj ani grama serdeczności, tylko podkreślanie mojego pełzania po ziemi i jedzenia prochu.
A teraz zupełnie serio: stary, uspokój się. To zrozumiałe, że mogłeś odnieść wrażenie, że ktokolwiek, np feydewey traktuje Cię z góry, i dlatego reagujesz agresywnie i wulgarnie. Skoro chlubisz się psychologią, to odsuń na chwile swoje ego, i spójrz na to inaczej. Pokój, miłość, zrozumienie, spokój, luz. Nie doszukuj się niczego więcej w postach. Bardzo luźna, nie nawiązująca zupełnie do feydeweya alegoryjka - Jezusa ukrzyżowali, chociaż głosił dobrą nowinę. Ale ktoś się wkurzył, bo żydzi pomyśleli, że się wywyższa. To zwykle problem ludzi, co sobie myślą o innych - nie problem tych, o których się tak myśli. CHILL.
...wiesz adwokacie Ivghald, 'pyskówki' nie koniecznie polegają na używaniu wulgaryzmów - równie dobrze mogą objawiać się w podejściu do drugiego człowieka. A Feydewey cały czas podchodził do każdego jak co najmniej do niedorozwiniętego, z pozycji kolesia, który wie wszystko o wszystkim i nigdy się nie myli. Jeżeli jego delikatne ego zostało tak bardzo zranione określeniem 'nadęty palant' i uważa to za chamówę, to równie dobrze może to odsunąć od niego bolesną refleksję, że naprawdę zachowywał się - niekoniecznie tylko w tym wątku - jak nadęty palant. Jeśli mesje Feydewey pozwoli sobie na dopuszczenie do siebie możliwości, że przeholował w relacjach z innymi i zachował się jak powyższy nadęty palant, Black Lotus przeprosi za nadętego palanta i uzna, że to było chwilowa 'pomroczność jasna'.
Feydeweya zapewne nie bardzo zraniły epitety kierowane w jego stronę. Gdy ktoś pozwala sobie na zdenerwowanie (które wyzwala agresje) z powodu interpretacji albo paru negatywnych słów, jak np nadęty palant - to świadczy o jego słabości. Historyjka: jeden człowiek parę lat chodził do kiosku po gazetę. W tym kiosku zawsze sprzedawca traktował go nieuprzejmie i arogancko. Gdy przyjaciel spytał tego człowieka - dlaczego nie pójdziesz do kiosku naprzeciwko, tam jest miły sprzedawca? a on mu: tamten człowiek nie będzie mi dyktował, do jakiego kiosku mam chodzić. Manipulacja, jakby nie było. Antyterapia? może:)
Zdaniem feydeweya, gdy black lotus zrezygnuje z oceniania feydeweya, interpretowania jego sposobu mowy, przychylania się i ulegania wrażeniom innych to jest się pewnym, że dwaj panowie tutaj dojdą do wspólnego zrozumienia.
Jednak, niech to będzie symbolem wyciągniętej ręki - feydewey obiecuje zastanowić się w wolnej chwili nad tym, jaki z niego drań i nadęty palant.