Subject: [psilocybe s.] [methylone] [butylone] [alk] - hedonistyczna chwila ubrana w kapelusz
nieskładny, niedokładny i niepełnosprawny opis wieczoru, w którym energia przybrała mój kształt...
doświadczenie przez pewnych zapewne za małe dla innych odpowiednie dla innych duże...
kontakt z wszelkiego rodzaju substancjami psychoaktywnymi od około 12 lat
a sprawy miały sie tak:
tydzień był męczący a w głowie powazne decyzje...kobieta wyjechala na impreze andrzejkowa więc postanowiłem ubrac swój kombinezon i z upartościa hydraulika dopatrywać się gdzie co wycieka...
mieszkanie wysprztane i wszelkie drobne rzeczy załatwione aby móc miec jak najmniej na głowie...pierwsze mysli stanowiące rzekomy pseudoplan popołudnia odbiegły od samych siebie, wcześniej niz się tego spodziewałem...
no to chap do lodówki kapelusze przełozyc i patrzac na ilość pozostałego zbioru, który i tak był znikomy postanowiłem poddać się delikatnie innej masturbacji kapeluszowej...
grzyby skruszone wrzucone do napoju piwnego...kiedyś zdecydowanie lepiej mi to wyszło...coś mi się ze smakiem kapelusza chyba dzieje bo jakby mnie nie rozpoznawał i przełyk dziwnie reagował na kolejne porcje rozdrobnionej masy grzybowej...ilośc ich 50...
w tle muzyka..dziwnie psajtrensy mi sie wlaczyly na ladowanie alternatywnych baterii gromadzonych cząstki cząstek z cząstkowej całości cząstki....
człek karmi swe ciało i umysł codziennie odliczona porcją alkoholu, który po prostu egzystuje w szablonie aktualnie uformowanym...a jednocześnie w całości przezywanych sytuacji i zdarzeń jest gdzieś poza tym wszystkim...gdzieś obok w poszarpanym swiecie poszarpanych snów...
po wypiciu piwa z drobinkami suszu grzybowego, bardzo szybko w moim odczuciu zaczęły się wkradać sny w głowę stanowiące jakoby pomost po którym przejście było przejściem przez małe lusterko, chowane w małej lecz głebokiej torebce alicji...czasem jako dziwki czasem księzniczki, czasem szlamem a czasem tęczą...wywrócic się przeczesując siebie szczoteczką z gestym włosiem by bardziej i głebiej...otrzepuję głowę z narosłego kurzu i wpływam w obszary czesto odwiedzane...mala wymiana liter za pomoca klawiatury powodujaca kolejny powiew ...ale bardziej wykręcający niz niosacy...nie na jego dmuchu lecz w plataninie z nim..w chaotycznej nieskładnosci odczytów na wewnetrznym hdd...jak to w pierwszym etapie ładowania gdy napływa szybciej niż ta stara, szara istota przypuszczała niż nastąpi...przez te odczyty postanowiłem przyspieszyc aplikacje proszków zawierających nastepujaco po sobie i za sobą i w parze w tańcu 200mg methylone i tyleż samo co wcześniej wymienionej substancyji zwanaj butylon...czas ich był przewidziany na zdecydowanie aktywniejszą relację z kapeluszem jednak dziś chęć wypłynięcia w zdecydowanie inny obszar niż dotychczas doswiadczany wzięła górę...ręce niezdarnie pracowały przy plastikowym woreczku, wadze i podkładce...niezdarnosc ich była tez powodowana niepewnoscią stworzenia tego mixu...jednak hedonistyczna forma wziela sprawy w swoje rece i powyższą ilośc zalała niewielka iloscia piwa...wcześniejsze doświadczenia ze środkami z grupy beta-ketonów były minimalne...zazywany donosowo methylone nie przynosił wystarczających efektów lecz był nowym doswiadczeniem...stymulantami legalnymi raczyłem się tylko w robocie w postaci kawy lub guarany...delikatnie euforyczne stany odczuwane przy ekstrakcie antidolu...no cóz...gorzkie....pijemy do dna...przy kolejnym okrązeniu mysli i zaistnialych sytuacji i zderzenia smaku z organami wewnetrznymi sprint do uwolnienia ciążącej pasty kapeluszowej...czas os wypicia owej mikstury do czasu uwolnienia treści żoładkowej jest mi absolutnie nie znany..zamyka się to w przedziale 5-30 minut, zachwianie jego wartości wywołane przez blaszki kapelusza było w tym momencie zdecydowanie nawarstwione...zresztą któz tym czasem by się martwił? Bardziej chyba o to że substancja w nieodpowiedniej ilości przedostanie się do odpowiednich receptorów (ale i to w tym momencie nie stanowiło absolutnie żadnej myśli)....czas pozostał nieokreslony i nie wiem po jakim czasie obraz zaczal drgać a oko wyłapywało tylko cząstki obrazu jak w porozbijanym kineskopie...fontanna energi zaczęła łechtać moje istnienie i radośc z bycia zanurzonym w tej chwili...w tym miejscu w tym czasie w skoncentrowanej czastce energetycznej zawierającą energię wytworzoną przez kurz zawarty na stykach powodujacy przegrzewanie się...na chwilę stałem sie energią samą w sobie bez materii bez kształtu..energię będącą masą ładunków odczuwania przyjemnosci...szablon przyjety...szczęka zaciska sie i jednocześnie przekrzywia i otwiera....mięśnie napiete w grymasie wykrzywienia zdradziły by mnie pewnie przy odprawie celnej i wstepnym przesłuchaniu...ten grymas wykrzywienia zdradzi w najmniej oczekiwanym momencie....chiałem iśc po cos do kuchni..sam, nie wiem po co..moze najzwyklejsza chęc wstania tłumaczona potrzeba wykonania czegos...aby wstać muszę iśc do kuchni po xxx wyznaczyc mały cel aby gps namierzal obiekt w kazdej chwili...lecz co w chwili gdy cialo nabiera lekkosci i wykonujac krolewski spacer po komnacie a ekstaza przechwyciła mysl sterujaca wewnętrznym nakazem dzialania....przyczyna skutek akcja reakcja atmowa uwalniajaca kolejne porcje masturbacyjnej przyjemnosci bycia..ekstaza, której nigdy wcześniej w takim stopniu nie przeżyłem, powoli wytrącała z bycia energią w istotę posiadającą energię (aktualnie odczuwaną jako ‘czystą formę’ skomponowaną z cząsteczek formujacych istote bytu i niebytu) ..kapelusz....po chwili osłabniecia niezwykle euforycznych efektów za pomoca proszków, kapelusz przytłumiony został w nieokreślony dla mnie sposób...w kazdym razie specyfika kapelusza została ukryta pomiedzy nanosekundowymi nakladaniu sie projektowanej rzeczywistosci na matrycę produktu badanego...obserwacja...pętle na słowach pętle na petlach... złozonośc prostoty...linia....chce znow ekstazy....niektore mysli podpowiadaja aby jeszcze nasypac tego proszku...bo pranie sie nie skonczylo no i zeby jasniejsze było...ciach mach choć znów niezdarnie wsypuje takie same ilości jak przy wcześniejszym podaniu...spodziewałem się że tak bedzie i rzeczywiście tak było lecz hedonistyczne pragnienie wzięło górę wystawiając na próbe chwile, w których przewalają się wciąz te same pytania zadawane od niedługiego czasu...chaos pedzacych myśli może doprowadzic do paniki w centrum sterowania więc trzeba znaleźc jakies wyjście...sięgac horyzontu pełznąc ściekiem...odlepiac się od ścianek żył i z nurtem hen hen...dalej no dawaj dalej...pourywane skrawki....kolejna aplikacja nie dała 1/miliardowej odczuwanych wcześniej efektów co naprawdę nie było dziwne....pozostawiła umysł i ciało w nabuzowaniu, które szukało ujścia palcami skaczącymi po klawiaturze...bebechy blaszkowatej struktury pomagały wytwarzać bliżej nie znane mi struktury myślowe oplecione zgrabnie a zarazem prowizorycznie literami...taniec na klawiszach jakby nie chciał ustać lecz w pewnym momencie zatrzymał się w martwej ciszy...w tym punkcie, który mówi: było dobrze, ciekawie, miło lecz teraz zmierz się z rzeczywistościa młokosie...
w miedzyczasie pewne mysli powiedziały: dawaj stary idziemy po piwo. Więc ciało wstało i ubrało się w szmaty wypełzając na ulicę chłodna nocą...mijani ludzie nie stwarzali ani zainteresowania ani strachu...po prostu byli..tak całkowicie poza mną...jakby już nastał dzień i każdy obcy był mi obcy...ino trza jeszcze babie w sklepie wybełkotać, rzucając skrawek papieru oznaczający pewną wartość handlową, że drobnych brak a ręka nieudolnie lecz dokładnie zbiera wyrzucone na tackę monety i papierki...miasto nie posiadło w tamtym momencie klimatu miasta spotykanego po kapeluszowej podróży...miasto po prostu było..nie śmierdziało spalinami i obszczanymi bramami...tak po prostu było samo w sobie...nic ponad...
krok swobodny a myśli nijakie..trawiące wcześniejsze doznania...myśli zjadające swój własny ogon a checi zjadające same siebie w zarodku...więc cóz...lodówka..schowała kolejne butelki a z głosników znów popłynął khetzal, który idealnie komponował się we wcześniejszej częsi wieczoru...palce niemrawo skakały po klawiaturze a po papierze jeszcze bardziej im się pływac nie chciało..zresztą nie miały już żadnych konkretnych do wydrapania więc ich znaczenie było minimalne..ot co..podnieśc butelke...ale po co skoro pusta?
Muza płynęła ale nie zachęcała mnie do siebie..po prostu była..wyczerpanie ekstazą dało się we znaki..godzina 7 rano chyba czas się połozyć i zamknąc oczy....oczy co prawda zamknąłem..ale wiadomo że to był sen nie sen urywany zbyt gęsto by mógł się rozkręcić...
Podniesienie ciała nastapiło około godziny 13 z uczuciem pewnego rodzaju wyjałowienia...sennośc i nijakość towarzyszyła przez cały dzień do konca a z racji nieposzywania prawie żadnego żarcia utrzymały się efekty do poniedziałku gdy będąc w robocie czułem się całkowicie odklejony i nieposkładany...
Co na ile wzmocniło i czy cokolwiek wzmocniło cokolwiek to nie wiem...ponieważ jak już wcześniej wspomniałem euforyczne działanie methylonu uciekło mi nosem a kapelusza w podrózy było tyle co kot napłakał...jednak nie wykluczam że ekstatyczna zalewa mogła być wynikiem własnie takiego połączenia...tylko czemu ja idiota ponownie napełnił ten kielich gorzkim płynem..bywa...na kolejny test singlowy i tak będzie jeszcze ilość i czas...
Najwiekszym minusem jaki sobie zaaplikowałem to niezaopatrzenie się w 5htp...w fabryce serotoniny strajk...3 dni po tripie odczuwam nieokreslone cisnienie, które paraliżuje checi do działania...w szponach rzeczywistości regulując kolejno rozregulowane zawory...
doświadczenie przez pewnych zapewne za małe dla innych odpowiednie dla innych duże...
kontakt z wszelkiego rodzaju substancjami psychoaktywnymi od około 12 lat
a sprawy miały sie tak:
tydzień był męczący a w głowie powazne decyzje...kobieta wyjechala na impreze andrzejkowa więc postanowiłem ubrac swój kombinezon i z upartościa hydraulika dopatrywać się gdzie co wycieka...
mieszkanie wysprztane i wszelkie drobne rzeczy załatwione aby móc miec jak najmniej na głowie...pierwsze mysli stanowiące rzekomy pseudoplan popołudnia odbiegły od samych siebie, wcześniej niz się tego spodziewałem...
no to chap do lodówki kapelusze przełozyc i patrzac na ilość pozostałego zbioru, który i tak był znikomy postanowiłem poddać się delikatnie innej masturbacji kapeluszowej...
grzyby skruszone wrzucone do napoju piwnego...kiedyś zdecydowanie lepiej mi to wyszło...coś mi się ze smakiem kapelusza chyba dzieje bo jakby mnie nie rozpoznawał i przełyk dziwnie reagował na kolejne porcje rozdrobnionej masy grzybowej...ilośc ich 50...
w tle muzyka..dziwnie psajtrensy mi sie wlaczyly na ladowanie alternatywnych baterii gromadzonych cząstki cząstek z cząstkowej całości cząstki....
człek karmi swe ciało i umysł codziennie odliczona porcją alkoholu, który po prostu egzystuje w szablonie aktualnie uformowanym...a jednocześnie w całości przezywanych sytuacji i zdarzeń jest gdzieś poza tym wszystkim...gdzieś obok w poszarpanym swiecie poszarpanych snów...
po wypiciu piwa z drobinkami suszu grzybowego, bardzo szybko w moim odczuciu zaczęły się wkradać sny w głowę stanowiące jakoby pomost po którym przejście było przejściem przez małe lusterko, chowane w małej lecz głebokiej torebce alicji...czasem jako dziwki czasem księzniczki, czasem szlamem a czasem tęczą...wywrócic się przeczesując siebie szczoteczką z gestym włosiem by bardziej i głebiej...otrzepuję głowę z narosłego kurzu i wpływam w obszary czesto odwiedzane...mala wymiana liter za pomoca klawiatury powodujaca kolejny powiew ...ale bardziej wykręcający niz niosacy...nie na jego dmuchu lecz w plataninie z nim..w chaotycznej nieskładnosci odczytów na wewnetrznym hdd...jak to w pierwszym etapie ładowania gdy napływa szybciej niż ta stara, szara istota przypuszczała niż nastąpi...przez te odczyty postanowiłem przyspieszyc aplikacje proszków zawierających nastepujaco po sobie i za sobą i w parze w tańcu 200mg methylone i tyleż samo co wcześniej wymienionej substancyji zwanaj butylon...czas ich był przewidziany na zdecydowanie aktywniejszą relację z kapeluszem jednak dziś chęć wypłynięcia w zdecydowanie inny obszar niż dotychczas doswiadczany wzięła górę...ręce niezdarnie pracowały przy plastikowym woreczku, wadze i podkładce...niezdarnosc ich była tez powodowana niepewnoscią stworzenia tego mixu...jednak hedonistyczna forma wziela sprawy w swoje rece i powyższą ilośc zalała niewielka iloscia piwa...wcześniejsze doświadczenia ze środkami z grupy beta-ketonów były minimalne...zazywany donosowo methylone nie przynosił wystarczających efektów lecz był nowym doswiadczeniem...stymulantami legalnymi raczyłem się tylko w robocie w postaci kawy lub guarany...delikatnie euforyczne stany odczuwane przy ekstrakcie antidolu...no cóz...gorzkie....pijemy do dna...przy kolejnym okrązeniu mysli i zaistnialych sytuacji i zderzenia smaku z organami wewnetrznymi sprint do uwolnienia ciążącej pasty kapeluszowej...czas os wypicia owej mikstury do czasu uwolnienia treści żoładkowej jest mi absolutnie nie znany..zamyka się to w przedziale 5-30 minut, zachwianie jego wartości wywołane przez blaszki kapelusza było w tym momencie zdecydowanie nawarstwione...zresztą któz tym czasem by się martwił? Bardziej chyba o to że substancja w nieodpowiedniej ilości przedostanie się do odpowiednich receptorów (ale i to w tym momencie nie stanowiło absolutnie żadnej myśli)....czas pozostał nieokreslony i nie wiem po jakim czasie obraz zaczal drgać a oko wyłapywało tylko cząstki obrazu jak w porozbijanym kineskopie...fontanna energi zaczęła łechtać moje istnienie i radośc z bycia zanurzonym w tej chwili...w tym miejscu w tym czasie w skoncentrowanej czastce energetycznej zawierającą energię wytworzoną przez kurz zawarty na stykach powodujacy przegrzewanie się...na chwilę stałem sie energią samą w sobie bez materii bez kształtu..energię będącą masą ładunków odczuwania przyjemnosci...szablon przyjety...szczęka zaciska sie i jednocześnie przekrzywia i otwiera....mięśnie napiete w grymasie wykrzywienia zdradziły by mnie pewnie przy odprawie celnej i wstepnym przesłuchaniu...ten grymas wykrzywienia zdradzi w najmniej oczekiwanym momencie....chiałem iśc po cos do kuchni..sam, nie wiem po co..moze najzwyklejsza chęc wstania tłumaczona potrzeba wykonania czegos...aby wstać muszę iśc do kuchni po xxx wyznaczyc mały cel aby gps namierzal obiekt w kazdej chwili...lecz co w chwili gdy cialo nabiera lekkosci i wykonujac krolewski spacer po komnacie a ekstaza przechwyciła mysl sterujaca wewnętrznym nakazem dzialania....przyczyna skutek akcja reakcja atmowa uwalniajaca kolejne porcje masturbacyjnej przyjemnosci bycia..ekstaza, której nigdy wcześniej w takim stopniu nie przeżyłem, powoli wytrącała z bycia energią w istotę posiadającą energię (aktualnie odczuwaną jako ‘czystą formę’ skomponowaną z cząsteczek formujacych istote bytu i niebytu) ..kapelusz....po chwili osłabniecia niezwykle euforycznych efektów za pomoca proszków, kapelusz przytłumiony został w nieokreślony dla mnie sposób...w kazdym razie specyfika kapelusza została ukryta pomiedzy nanosekundowymi nakladaniu sie projektowanej rzeczywistosci na matrycę produktu badanego...obserwacja...pętle na słowach pętle na petlach... złozonośc prostoty...linia....chce znow ekstazy....niektore mysli podpowiadaja aby jeszcze nasypac tego proszku...bo pranie sie nie skonczylo no i zeby jasniejsze było...ciach mach choć znów niezdarnie wsypuje takie same ilości jak przy wcześniejszym podaniu...spodziewałem się że tak bedzie i rzeczywiście tak było lecz hedonistyczne pragnienie wzięło górę wystawiając na próbe chwile, w których przewalają się wciąz te same pytania zadawane od niedługiego czasu...chaos pedzacych myśli może doprowadzic do paniki w centrum sterowania więc trzeba znaleźc jakies wyjście...sięgac horyzontu pełznąc ściekiem...odlepiac się od ścianek żył i z nurtem hen hen...dalej no dawaj dalej...pourywane skrawki....kolejna aplikacja nie dała 1/miliardowej odczuwanych wcześniej efektów co naprawdę nie było dziwne....pozostawiła umysł i ciało w nabuzowaniu, które szukało ujścia palcami skaczącymi po klawiaturze...bebechy blaszkowatej struktury pomagały wytwarzać bliżej nie znane mi struktury myślowe oplecione zgrabnie a zarazem prowizorycznie literami...taniec na klawiszach jakby nie chciał ustać lecz w pewnym momencie zatrzymał się w martwej ciszy...w tym punkcie, który mówi: było dobrze, ciekawie, miło lecz teraz zmierz się z rzeczywistościa młokosie...
w miedzyczasie pewne mysli powiedziały: dawaj stary idziemy po piwo. Więc ciało wstało i ubrało się w szmaty wypełzając na ulicę chłodna nocą...mijani ludzie nie stwarzali ani zainteresowania ani strachu...po prostu byli..tak całkowicie poza mną...jakby już nastał dzień i każdy obcy był mi obcy...ino trza jeszcze babie w sklepie wybełkotać, rzucając skrawek papieru oznaczający pewną wartość handlową, że drobnych brak a ręka nieudolnie lecz dokładnie zbiera wyrzucone na tackę monety i papierki...miasto nie posiadło w tamtym momencie klimatu miasta spotykanego po kapeluszowej podróży...miasto po prostu było..nie śmierdziało spalinami i obszczanymi bramami...tak po prostu było samo w sobie...nic ponad...
krok swobodny a myśli nijakie..trawiące wcześniejsze doznania...myśli zjadające swój własny ogon a checi zjadające same siebie w zarodku...więc cóz...lodówka..schowała kolejne butelki a z głosników znów popłynął khetzal, który idealnie komponował się we wcześniejszej częsi wieczoru...palce niemrawo skakały po klawiaturze a po papierze jeszcze bardziej im się pływac nie chciało..zresztą nie miały już żadnych konkretnych do wydrapania więc ich znaczenie było minimalne..ot co..podnieśc butelke...ale po co skoro pusta?
Muza płynęła ale nie zachęcała mnie do siebie..po prostu była..wyczerpanie ekstazą dało się we znaki..godzina 7 rano chyba czas się połozyć i zamknąc oczy....oczy co prawda zamknąłem..ale wiadomo że to był sen nie sen urywany zbyt gęsto by mógł się rozkręcić...
Podniesienie ciała nastapiło około godziny 13 z uczuciem pewnego rodzaju wyjałowienia...sennośc i nijakość towarzyszyła przez cały dzień do konca a z racji nieposzywania prawie żadnego żarcia utrzymały się efekty do poniedziałku gdy będąc w robocie czułem się całkowicie odklejony i nieposkładany...
Co na ile wzmocniło i czy cokolwiek wzmocniło cokolwiek to nie wiem...ponieważ jak już wcześniej wspomniałem euforyczne działanie methylonu uciekło mi nosem a kapelusza w podrózy było tyle co kot napłakał...jednak nie wykluczam że ekstatyczna zalewa mogła być wynikiem własnie takiego połączenia...tylko czemu ja idiota ponownie napełnił ten kielich gorzkim płynem..bywa...na kolejny test singlowy i tak będzie jeszcze ilość i czas...
Najwiekszym minusem jaki sobie zaaplikowałem to niezaopatrzenie się w 5htp...w fabryce serotoniny strajk...3 dni po tripie odczuwam nieokreslone cisnienie, które paraliżuje checi do działania...w szponach rzeczywistości regulując kolejno rozregulowane zawory...

na_jednej_nodze
Show profile
Link to this post