Not logged in. · Lost password · Register
Forum: Neuro Groove Odrzucone TR RSS
[psilocybe s.] [methylone] [butylone] [alk] - hedonistyczna chwila ubrana w kapelusz

na_jednej_nodze (offline) #1

Member since Jan 2007 ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Subject: [psilocybe s.] [methylone] [butylone] [alk] - hedonistyczna chwila ubrana w kapelusz
nieskładny, niedokładny i niepełnosprawny opis wieczoru, w którym energia przybrała mój kształt...
doświadczenie przez pewnych zapewne za małe dla innych odpowiednie dla innych duże...
kontakt z wszelkiego rodzaju substancjami psychoaktywnymi  od około 12 lat
a sprawy miały sie tak:


tydzień był męczący a w głowie powazne decyzje...kobieta wyjechala na impreze andrzejkowa więc postanowiłem ubrac swój kombinezon i z upartościa hydraulika dopatrywać się gdzie co wycieka...
mieszkanie wysprztane i wszelkie drobne rzeczy załatwione aby móc miec jak najmniej na głowie...pierwsze mysli stanowiące rzekomy pseudoplan popołudnia odbiegły od samych siebie, wcześniej niz się tego spodziewałem...
no to chap do lodówki kapelusze przełozyc i patrzac na ilość pozostałego zbioru, który i tak był znikomy postanowiłem poddać się delikatnie innej masturbacji kapeluszowej...
grzyby skruszone wrzucone do napoju piwnego...kiedyś zdecydowanie lepiej mi to wyszło...coś mi się ze smakiem kapelusza chyba dzieje bo jakby mnie nie rozpoznawał i przełyk dziwnie reagował na kolejne porcje rozdrobnionej masy grzybowej...ilośc ich 50...
w tle muzyka..dziwnie psajtrensy mi sie wlaczyly na ladowanie alternatywnych baterii gromadzonych cząstki cząstek z cząstkowej całości cząstki....
człek karmi swe ciało i umysł codziennie odliczona porcją alkoholu, który po prostu egzystuje w szablonie aktualnie uformowanym...a jednocześnie w całości przezywanych sytuacji i zdarzeń jest gdzieś poza tym wszystkim...gdzieś obok w poszarpanym swiecie poszarpanych snów...
po wypiciu piwa z drobinkami suszu grzybowego, bardzo szybko w moim odczuciu zaczęły się wkradać sny w głowę stanowiące jakoby pomost po którym przejście było przejściem  przez małe lusterko, chowane w małej lecz głebokiej torebce alicji...czasem jako dziwki czasem księzniczki, czasem szlamem a czasem tęczą...wywrócic się przeczesując siebie szczoteczką z gestym włosiem by bardziej i głebiej...otrzepuję głowę z narosłego kurzu i wpływam w obszary czesto odwiedzane...mala wymiana liter za pomoca klawiatury powodujaca kolejny powiew ...ale bardziej wykręcający niz niosacy...nie na jego dmuchu lecz w plataninie z nim..w chaotycznej nieskładnosci odczytów na wewnetrznym hdd...jak to w pierwszym etapie ładowania gdy napływa szybciej niż ta stara, szara istota przypuszczała niż nastąpi...przez te odczyty postanowiłem przyspieszyc aplikacje proszków zawierających nastepujaco po sobie i za sobą i w parze w tańcu 200mg methylone i tyleż samo co wcześniej wymienionej substancyji zwanaj butylon...czas ich był przewidziany na zdecydowanie aktywniejszą relację z kapeluszem jednak dziś chęć wypłynięcia w zdecydowanie inny obszar niż dotychczas doswiadczany wzięła górę...ręce niezdarnie pracowały przy plastikowym woreczku, wadze i podkładce...niezdarnosc ich była tez powodowana niepewnoscią stworzenia tego mixu...jednak hedonistyczna forma wziela sprawy w swoje rece i powyższą ilośc zalała niewielka iloscia piwa...wcześniejsze doświadczenia ze środkami z grupy beta-ketonów były minimalne...zazywany donosowo methylone nie przynosił wystarczających efektów lecz był nowym doswiadczeniem...stymulantami legalnymi raczyłem się tylko w robocie w postaci kawy lub guarany...delikatnie euforyczne stany odczuwane przy ekstrakcie antidolu...no cóz...gorzkie....pijemy do dna...przy kolejnym okrązeniu  mysli i zaistnialych sytuacji i zderzenia smaku z organami wewnetrznymi sprint do uwolnienia ciążącej pasty kapeluszowej...czas os wypicia owej mikstury do czasu uwolnienia treści żoładkowej jest mi absolutnie nie znany..zamyka się to w przedziale 5-30 minut, zachwianie jego wartości wywołane przez blaszki kapelusza było w tym momencie zdecydowanie nawarstwione...zresztą któz tym czasem by się martwił? Bardziej chyba o to że substancja w nieodpowiedniej ilości przedostanie się do odpowiednich receptorów (ale i to w tym momencie nie stanowiło absolutnie żadnej myśli)....czas pozostał nieokreslony i nie wiem po jakim czasie obraz zaczal drgać a oko wyłapywało tylko cząstki obrazu jak w porozbijanym kineskopie...fontanna energi zaczęła łechtać moje istnienie i radośc z bycia zanurzonym w tej chwili...w tym miejscu w tym czasie w skoncentrowanej czastce energetycznej zawierającą energię wytworzoną przez kurz zawarty na stykach powodujacy przegrzewanie się...na chwilę stałem sie energią samą w sobie bez materii bez kształtu..energię będącą masą ładunków odczuwania przyjemnosci...szablon przyjety...szczęka zaciska sie i jednocześnie przekrzywia i otwiera....mięśnie napiete w grymasie wykrzywienia zdradziły by mnie pewnie przy odprawie celnej i wstepnym przesłuchaniu...ten grymas wykrzywienia zdradzi w najmniej oczekiwanym momencie....chiałem iśc po cos do kuchni..sam, nie wiem po co..moze najzwyklejsza chęc wstania tłumaczona potrzeba wykonania czegos...aby wstać muszę iśc do kuchni po xxx wyznaczyc mały cel aby gps namierzal obiekt w kazdej chwili...lecz co w chwili gdy cialo  nabiera lekkosci i wykonujac krolewski spacer po komnacie a ekstaza przechwyciła mysl sterujaca wewnętrznym nakazem dzialania....przyczyna skutek akcja reakcja atmowa uwalniajaca kolejne porcje masturbacyjnej  przyjemnosci bycia..ekstaza, której nigdy wcześniej w takim stopniu nie przeżyłem, powoli wytrącała z bycia energią w istotę posiadającą energię (aktualnie odczuwaną jako ‘czystą formę’ skomponowaną z cząsteczek formujacych istote bytu i niebytu) ..kapelusz....po chwili osłabniecia niezwykle euforycznych efektów za pomoca proszków, kapelusz przytłumiony został w nieokreślony dla mnie sposób...w kazdym razie specyfika kapelusza została ukryta pomiedzy nanosekundowymi nakladaniu sie projektowanej rzeczywistosci na matrycę produktu badanego...obserwacja...pętle na słowach pętle na petlach... złozonośc prostoty...linia....chce znow ekstazy....niektore mysli podpowiadaja aby jeszcze nasypac tego proszku...bo pranie sie nie skonczylo no i zeby jasniejsze było...ciach mach choć znów niezdarnie wsypuje takie same ilości jak przy wcześniejszym podaniu...spodziewałem się że tak bedzie i rzeczywiście tak było lecz hedonistyczne pragnienie wzięło górę wystawiając na próbe chwile, w których przewalają się wciąz te same pytania zadawane od niedługiego czasu...chaos pedzacych myśli może doprowadzic do paniki w centrum sterowania więc trzeba znaleźc jakies wyjście...sięgac horyzontu pełznąc ściekiem...odlepiac się od ścianek żył i z nurtem hen hen...dalej no dawaj dalej...pourywane skrawki....kolejna aplikacja nie dała 1/miliardowej odczuwanych wcześniej efektów co naprawdę nie było dziwne....pozostawiła umysł i ciało w nabuzowaniu, które szukało ujścia palcami skaczącymi po klawiaturze...bebechy blaszkowatej struktury pomagały wytwarzać bliżej nie znane mi struktury myślowe oplecione zgrabnie a zarazem  prowizorycznie literami...taniec na klawiszach jakby nie chciał ustać lecz w pewnym momencie zatrzymał się w martwej ciszy...w tym punkcie, który mówi: było dobrze, ciekawie, miło lecz teraz zmierz się z rzeczywistościa młokosie...
w miedzyczasie pewne mysli powiedziały: dawaj stary idziemy po piwo. Więc ciało wstało i ubrało się w szmaty wypełzając na ulicę chłodna nocą...mijani ludzie nie stwarzali ani zainteresowania ani strachu...po prostu byli..tak całkowicie poza mną...jakby już nastał dzień i każdy obcy był mi obcy...ino trza jeszcze babie w sklepie wybełkotać, rzucając skrawek papieru oznaczający pewną wartość handlową, że drobnych brak a ręka nieudolnie lecz dokładnie zbiera wyrzucone na tackę monety i papierki...miasto nie posiadło w tamtym momencie klimatu miasta spotykanego po kapeluszowej podróży...miasto po prostu było..nie śmierdziało spalinami i obszczanymi bramami...tak po prostu było samo w sobie...nic ponad...
krok swobodny a myśli nijakie..trawiące wcześniejsze doznania...myśli zjadające swój własny ogon a checi zjadające same siebie w zarodku...więc cóz...lodówka..schowała kolejne butelki a z głosników znów popłynął khetzal, który idealnie komponował się we wcześniejszej częsi wieczoru...palce niemrawo skakały po klawiaturze a po papierze jeszcze bardziej im się pływac nie chciało..zresztą nie miały już żadnych konkretnych do wydrapania więc ich znaczenie było minimalne..ot co..podnieśc butelke...ale po co skoro pusta?
Muza płynęła ale nie zachęcała mnie do siebie..po prostu była..wyczerpanie ekstazą dało się we znaki..godzina 7 rano chyba czas się połozyć i zamknąc oczy....oczy co prawda zamknąłem..ale wiadomo że to był sen nie sen urywany zbyt gęsto by mógł się rozkręcić...

Podniesienie ciała nastapiło około godziny 13 z uczuciem pewnego rodzaju wyjałowienia...sennośc i nijakość towarzyszyła przez cały dzień do konca a z racji nieposzywania prawie żadnego żarcia utrzymały się efekty do poniedziałku gdy będąc w robocie czułem się całkowicie odklejony i nieposkładany...
Co na ile wzmocniło i czy cokolwiek wzmocniło cokolwiek to nie wiem...ponieważ jak już wcześniej wspomniałem euforyczne działanie methylonu uciekło mi nosem a kapelusza w podrózy było tyle co kot napłakał...jednak nie wykluczam że ekstatyczna zalewa mogła być wynikiem własnie takiego połączenia...tylko czemu ja idiota ponownie napełnił ten kielich gorzkim płynem..bywa...na kolejny test singlowy i tak będzie jeszcze ilość i czas...
Najwiekszym minusem jaki sobie zaaplikowałem to niezaopatrzenie się w 5htp...w fabryce serotoniny strajk...3 dni po tripie odczuwam nieokreslone cisnienie, które paraliżuje checi do działania...w szponach rzeczywistości regulując kolejno rozregulowane zawory...

amorescu9 (offline) #2

Member since Feb 2008 ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
ałłlał -wygląda na to, że  nie  tylko u  mnie  z rozsądkiem  krucho i  w pięknym  stylu (podkreślam)  wręcz  fantazyjnym  nabiłeś  sobie  chłopie serotoninowego guza . Jak dla  mnie grubo  przesadziłes  z B1 i M1  starczyłoby po 150 mg każdego.
 Ale  spróbój  M1  w dawce 250 mg doustnie  będąc na imprezie.
Miksy  podchodzące pod candyflipping zawsze mnie   bardziej  rozwalają  jak te  same   substancje  niełączone.

na_jednej_nodze (offline) #3

Member since Jan 2007 ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
no jak widac sprawy zdrowo-rozsądkowe często padaja jako ofiary lubieżnych myśli i zachowań, które we wcześniejszym okresie zażywania róznego rodzaju specyfików były bardziej kontrolowane i trzymały się wcześniej ustalonego schematu...choć człek nadal młody i jednocześnie niby doświadczony zyciem bo to w sumie trójka na karku to zaczyna byc bardziej głupawy niż wielokrotnie za czasów szczylstwa gdy nawet nie miał dostępu do internetu i wszelkie substancje sprawdzał na sobie za pomoca prób i błedów dzięki leksykonowi zielarskiemu i niezgrabnym informacjom przekazywanym od osób zażywających pewne specyfiki lecz nie tak rozległe jakby chciało się poznać...
teraz w człeku mimo wszystko w dalszym ciagu ciązy kwestia poszukiwania bez uprzedniego wyczytania relacji aby nie zakłócic własnego procesu poznawczego....czasem trzeba zapłacic coś w zamian...w tym przypadku brakiem aktywności i rozdrażnieniem przez parę dni co i tak zostało nawarstwione przez sprawy osobiste...
jednak całe to sobotnie spotkanie z energią, która mnie wypełniła zaowocowało tym, że znów potrafię sie poruszać niewerbalnie po strefach odkształcenia i wykształcenia samego siebie....w chwili gdy serotonina jest powoli produkowana palce potrafią swobodniej poruszać sie o klawiaturze i swobodniej przekształcać proces myśl-ekspozycja...reset takowy był potrzebny by móc odnaleźć pewną czastkę siebie, która zawsze pojawia się po tripie a nie w trakcie... konfrontacja z rzeczywistością jest tym największym tripem, który choć odbywany każdego dnia to zwielokrotniony działaniem różnych substancji chemicznych, niejednokrotnie staje sie epopeją własnego istnienia...nie polecam i nie odradzam komukolwiek surfingu z własnym 'ja' lecz kto ma chęć i szaleństwo zapisane w kodzie (nie mając tu na myśli kodeiny;>) i tak spróbuje przejażdżki na rogach boskiego szatana trzaskając ogonem w niewidzialną przestrzeń...labirynt jest o tyle większy niz  ten na kartce papieru, że posiada swą wielowymiarowość, którą łatwo wepchnąc pod unifikacyjne formy konstrukcji psychicznych sprzedawanych we wszelakich książkach...skonfrontować....wybuchnąć i pochłonąc się i odnaleźć swoje własne miejsce w tym świecie, w którym aktualnie przyszło nam egzystować...aby egzystencja mogła zamienić się w życie....
wiem..pierdolenie od deski do deski..amen...ale o tej godzinie zawsze tak bywa;>

amorescu9 (offline) #4

Member since Feb 2008 ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
"no jak widac sprawy zdrowo-rozsądkowe często padaja jako ofiary lubieżnych myśli i zachowań, które we wcześniejszym okresie zażywania róznego rodzaju specyfików były bardziej kontrolowane i trzymały się wcześniej ustalonego schematu..."-święte słowa (jak mawiała  moja  babcia) w  moim  przypadku  serce i  zdrowy  rozsądek  podlegaj ą  najwiekszej  degradacji w funkcji  czasu . Czasem  mozna  sobie  wyobrazić   siebie w  wieku  np. 90 lat .-Otóz jako  ciało w  stanie "jak teraz" prowadzące za rączke małego  chłpczyka / dziewczynkę-cyborga  , wktórym bije   moje sklonowane  serce połączone pepowiną  z moją  klatką  piersiową i "hoduje" się   kolejne nowe.  Chłopczyk/ dziewczynka genetycznie   uwarunkowany  jest  na ciagłą  mutację  swoich  gruczołów  ,  które  produkują  coraz  to  nowe  substancje  psychoaktywne  i w  obiegu  zamknietym  modyfikuję   na  podstawie  moich  toksycznych  bodżców.

Ponadto podoba mi  sie twój  styl  wypowiedzi.
Close Smaller – Larger + Reply to this post:
Verification code: VeriCode Please note the verification code from the picture into the text field next to it.
Smilies: :-) ;-) :cheesy: :-D %-D :-p ^_^ ;] :blush: :cool: :rolleyes: :huh: :-/ <_< :-( :'( :#: :scared: 8-( :nuts: :-O :o) :argue: :heart: :wall: :moody: :zzz: :diabolic:
Special characters:
Go to forum
© hyperreal.info 1996-2009 / Zapisz się koniecznie na prenumeratę dwutygodnika hyperreala HEJ!
Current time: 2009-01-09, 08:27:14 (UTC +01:00)