Not logged in. · Lost password · Register
Forum: Neuro Groove Psychodeliki Benzydamina RSS
[Benzydamina] Pierwszy lot na 6 torbach

Announcement

2009-05-29, 08:36 by nicze
Subject: Zasady pisania na forum/w dziale Knajpa dla nowych użytkowników
Z uwagi na nagminne łamanie regulaminu przez dotychczasowych użytkowników (zakładanie dodatkowych kont w przypadku blokady poprzedniego) wprowadzamy zasadę - nowi użytkownicy nie mają możliwości pisania w dziale Knajpa.
 
Warunkiem umożliwiającym dostęp do Knajpy jest opublikowanie 20 postów w działach tematycznych forum. Po osiągnięciu docelowej liczby postów, należy zasygnalizować chęć udziału w dyskusjach Knajpy w odpowiednim watku.
Arion (offline) #1

Member since Dec 2008 · 1 post ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Subject: [Benzydamina] Pierwszy lot na 6 torbach
Doświadczenie: Cannabis, P. Semilanceta, MDMA, Chloral, Aviomarin, Eter, Tramal i kilka innych, których nazw nie znam lub nie pamietam :)
Wiek: dwadzieścia kilka. Zawód: chemik organik.

To, co napisałem poniżej jest chyba wyczerpującą relacją z podróży jaka zafundowała mi benzydamina. Wiem, że wiele z pośród opisanych przeze mnie rzeczy wyda się niewiarygodnymi, ale nie zależy mi na tym, czy ktoś uwierzy mi w to, co widziałem, czy też nie. W sumie wcale się temu nie dziwię, bo dużo rzeczy, które widziałem były dla mnie trudne do zrozumienia i zaakceptowania.
Ale do rzeczy. Przeglądając raporty dot. benzydaminy wyczytałem, że ekstrakcja jest raczej mało wydajna, dlatego zaopatrzyłem się w 6 torebek tego specyfiku. Całość rozpuściłem w odpowiedniej ilości lodowatej wody i dodałem do tego trochę sody kalcynowanej. Miało to na celu uwolnienie trudno rozpuszczalnej w wodzie aminy z jej znacznie lepiej rozpuszczalnej soli. Po kilkunastu minutach stania w lodówce w szklance zebrały się na powierzchni coś jakby białe kawałki twarogu, które były strasznie lepkie i nie dały się odsączyć. Zdecydowałem się wybrać je wykałaczką owijając ten lepki twór dookoła patyczka. Całą porcję rozpuściłem w odrobinie wody uzyskując mlekopodobną, mętną zawiesinę. Dodałem do niej szczyptę kwasku cytrynowego, który sklarował roztwór i przeprowadził benzydaminę w znacznie lepiej rozpuszczalną w wodzie sól. O 19.00 wypiłem tak przyrządzona miksturę, której smaku nie potrafię opisać, ale był okropny, kwaśno-słono-wapienny. Siadłem więc przed komputerem, zapaliłem lampkę nocną i czekałem na rozwój wydarzeń.

O 19.45 zauważyłem pierwsze symptomy działania specyfiku; zaczęły mnie mrowić stopy, coś jak po grzybach. Niecałe pół godziny późnej mrowienie przekroczyło mój pas i szło dalej w górę. Postanowiłem przejść się do łazienki. I tu już miałem problem, bo pojawił się okropny powidok; jakby mój wzrok przykleił się do ściany tak mocno, że nie mogłem go od niej oderwać i o mało się przez niego nie przewróciłem. Nic już nie wyglądało normalnie, tylko zaczęło jakby mrowić się i falować. Coś, jakby nas wszystkim zaczęły unosić się prądy konwekcyjne podobne do przedstawionych na poniższym obrazku:

[Image: http://img384.imageshack.us/img384/4101/convectioncurrentsdz2.jpg]

Zaczęły unosić się dosłownie nad wszystkim. Kiedy dotarłem do łazienki nie mogłem się wysikać, i stan ten trwał następne 3 godziny. Kiedy wróciłem do pokoju zauważyłem, że ubranie, które leżało na fotelu porusza się tak, jakby były pod nim jakieś małe zwierzątka. Ponieważ mam zwierzątka, pomyślałem, że jakoś mógł tam wejść, ale kiedy podniosłem ubranie, nic tam nie było. Moje zdziwienie było jeszcze większe, kiedy spostrzegłem że w ten sposób rusza mi się cała pościel na nie posłanym łóżku! Przyjrzałem się jej wyraźniej i zobaczyłem, że spod jej zakamarków wychylają się jakby stworzonka zbudowane z takich kłębiących się prądów konwekcyjnych, miały wielkość mniej więcej pomarańczy, i chyba były bardzo nieśmiałe, bo szybko znikały z powrotem w mojej pościeli by dalej pod nią buszować. Były takie półprzezroczyste i nie miały żadnej konkretnej formy, takie niewielkie kulki, które nazwałem zwierzątkami ze względu na ich wielkość i sposób zachowania. Spojrzałem na monitor komputera i znów niespodzianka! Cały monitor wyglądał, jakby ktoś pociął go w różnej wielkości prostokąty i bezładnie porozrzucał, Trwało to dosłownie moment, po czym wszystkie kawałki błyskawicznie zerwały się i wróciły na swoje miejsce. Działo się tak za każdym razem, kiedy po patrzeniu na coś spoglądałem na monitor. Pierwszy konkretny trip!

Ale spojrzałem w stronę łóżka i po prostu mnie zamurowało; w samym rogu łóżka szamotała się pościel i po chwili wyszła spod niej wiewiórka! Normalna, ruda wiewiórka, jakby ją żywcem z parku przynieść!!! Powąchała łóżko, zeskoczyła na podłogę i na chwilę znikła mi z pola widzenia, by po chwili pojawić się jakieś pół metra ode mnie. Zatrzymała się i popatrzyła na mnie, a mi aż skóra na plecach ścierpła. Zapytałem ją: „Czego chcesz?”, ale tylko obróciła trochę łepek bok,  jakby chciała mi się wyraźniej przyjrzeć, zawróciła, wskoczyła na łóżko i znikła pod pościelą. Masakra. Poczułem się mocno nieswojo. Włączyłem muzykę, ale w ogóle nie dało się jej słuchać. Kompletna kakofonia, która brzmiała tak, jakby każdy z muzyków grał niezależnie od innych, tylko dla siebie i w swoim własnym tempie. „Hmm, może to nie jest właściwa muzyka?” –pomyślałem, ale wszystko brzmiało tak samo nieznośnie. Moja faza rozkręcała się bez opamiętania do tego stopnia, że już nie chciałem patrzeć na zwierzątka pod pościelą ani na „dymiące” w półmroku od prądów konwekcyjnych przedmioty. Siadłem przed komputerem i starałem się nie patrzyć na łóżko i to, co się tam dzieje. Po prostu zacząłem się bać tego, co widzę. Nie była to panika, ale bardzo silny strach, który pojawiał się na chwilę z każdą dziwną rzeczą, jaką od tej pory ujrzałem. Starałem się uspokoić i skupić na tej kakofonii, którą zazwyczaj nazywam muzyką. Nic mi nie pasowało do „klimatu”, każda muzyka brzmiała tak samo fatalnie. Zacząłem jednak wsłuchać się w słowa jakiegoś wokalisty i za wszelką cenę ignorować ekscesy dziejące się z moją pościelą. Jakie było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem, że wokal śpiewa zupełnie inny tekst, niż ten, który znałem! Przypominało to swoja treścią i sposobem wypowiadania słowa majaczącego przez sen; jeden wątek zaczynał się by po chwili po prostu urwać się i zostać zastąpiony kolejna porcja absurdalnych zlepków wyrazów. Niestety nie potrafię przytoczyć żadnego przykładu tych wypowiedzi, ale brzmiały one jak gadanie obłąkanego. To jest jedyna rzecz, która przychodzi mi do głowy.

Mimowolnie spojrzałem na łóżko obok mnie; cały czas coś kotłowało się od pościelą, było tego przynajmniej kilkadziesiąt. Jeden ze zwierzaczków wychylił się nieco bardziej i jakby wylał się na podłogę tworząc w tym samym momencie postać małego, brązowego dzika, który po chwili wyparował! Uuu, nie jest już fajnie, komputer świruje (przez moment nawet myślałem, że się popsuł), wszystko faluje od unoszącego się nad tym dymu konwekcji, a tu nagle bach! Przez uchylone okno wpadła mi do pokoju bladopomarańczowożółta, słabo świecąca kula. Poruszała się tak szybko, że ledwo zdążyłem obrócić głowę i podążyć za nią wzrokiem. Miała wielkość piłki tenisowej i wleciała chyba przez okno za moimi plecami. Ledwo się obróciłem żeby zobaczyć co zrobi, a ona zatoczyła pętlę okrążając pokój na wysokości ok. pół metra od sufitu,  śmignęła mi tuz przed twarzą i chyba wyleciała przez okno. Przeleciała tak blisko mojej twarzy, że aż się uchyliłem, żeby mnie nie trafiła. Wszystko trwało może sekundę, ale przestraszyło mnie na dobre. To już nie było fajne.

Ostrożnie zerknąłem za komputer i zobaczyłem, jak chowają się za nim te małe, nazwijmy to energetyczne zwierzątka. Uciekały chowając się przed moim wzrokiem za szafki i pod mój fotel. Kiedy śmigały w popłochu między moimi stopami, żeby schować się w cieniu mojego siedzenia czułem na swoich stopach chłód za każdym razem, gdy któryś z nich zbliżył się do mnie. Spojrzałem jeszcze raz na łóżko, a wtedy moja pościel przybrała kształt wielkiego żółwia morskiego. Chciałem mu się przyjrzeć i zapytać kim jest, po co tu przyszedł itd., ale nie zdążyłem. Ze ściany przy którym stało łóżko wyszły buty. Normalne, sportowe a’la adidasy. Weszły na łóżko i po chwili zaczęły z nich wyrastać nogi! Dwie ludzkokształtne nogi składające się w połowie z wirów konwekcyjnych a w połowie jakby z czarnego dymu mieszających się bez ustanku ze sobą. Urosły prawie do kolan i momentalnie rozpłynęły się bez śladu razem z butami. Tego było za wiele! Postanowiłem zapalić światło w pokoju, bo zauważyłem, że tam, gdzie jest jasno, nie dzieją się aż tak ekstremalne rzeczy. Wstając zobaczyłem kątem oka ludzką postać zbudowaną z konwekcyjno-dymnej mieszaniny, która stała blisko łóżka. Kiedy zapaliłem światło natychmiast znikła. Włosy zjeżyły mi się na głowie i plecach.

Postanowiłem zapalić w pokoju świecę i jakoś to przeczekać. Odwróciłem się w stronę stołu i zobaczyłem jak jedno z kulistych „zwierzątek” schowało się za nogę od stołu. Przyklęknąłem na podłodze i zajrzałem za nią z prawej strony. Zza nogi do połowy wychylił się biały niedźwiadek! Taki mały, że zmieścił się za nogę od stołu, mimo, że wyglądał jak dorosły niedźwiedź polarny, tylko że był sporo mniejszy. Był równie realistyczny, jak ilustracja z książki, z tym że normalnie na mnie patrzył. Ale jakoś jego widok wcale mnie nie zaspokoił ani szczególnie nie zdziwił. Zajrzałem więc za tą nogę z lewej strony, a zza niej wychylił się lew, tez był taki malutki, mimo, że całkiem dorosły i normalnie na mnie patrzył. Zajrzałem jeszcze raz z prawej strony, a stamtąd patrzył na mnie królik. Jeszcze raz z lewej i parzy na mnie amazońska rzekotka drzewna. Pomyślałem sobie, że jest całkiem nieźle. Postanowiłem zobaczyć jak wyglądają moje oczy. Zapaliłem światło, podszedłem więc do lustra i nic szczególnego nie zauważyłem; źrenice w normie, może lekko rozszerzone, spojówki trochę przekrwione jak po zielu. Niestety przez cały czas miałem strasznie sucho w ustach, więc wypijałem mnóstwo herbaty, ale to nic nie pomagało, tym bardziej, że bardzo trudno było mi się wysikać. Nagle przyszło mi do głowy, żeby wziąć drugie lustro i za jego pomocą obejrzeć sobie siebie z tyłu. Kiedy spojrzałem na odbijający się wielokrotnie w obu zwierciadłach obraz, zobaczyłem na którymś z dalszych odbić kogoś, kto wyglądał dokładnie jak ja i karmił z ręki bardzo dużego, brązowego królika . Śmiesznie to wyglądało.

Po krótkim pobycie w łazience, do której poszły również „zwierzątka” znów zgasiłem światło w pokoju i usiadłem przed komputerem. Natychmiast poczułem, że coś jest nie tak. Kątem oka zwróciłem się w kierunku łóżka, i zobaczyłem jak stoją na nim trzy konwekcyjno-dymowe, ludzkokształtne postacie. Bałem się jednak bezpośrednio na nie spojrzeć. Zachowywały się, jakby ze sobą rozmawiały. Stały tam kilka minut, podczas gdy pokątnie je obserwowałem. Jakoś czułem ,że lepiej nie zwracać na siebie ich uwagi. Kiedy się na chwile odwróciłem - znikły. Szybko wstałem, żeby zapalić drugą lampkę w przeciwległym rogu pokoju, ale bałem się zbliżyć do łóżka, które wciąż się poruszało. Wróciłem na swoje miejsce i spojrzałem na lampkę. Cała falowała, ale bardzo słabo. Spojrzałem wtedy na swoją dłoń trochę pod światło i zobaczyłem jak z całej ręki unoszą się prądy konwekcyjne. Kiedy skierowałem palec w dół ta „substancja” zaczęła jakby ściekać z moich palców na ziemię. Miała konsystencję rzadkiego miodu i spływając tworzyła cieniutkie nitki. Postanowiłem owinąć tą niby nicią szyjkę od butelki, w której trzymałem herbatę. Pociągnąłem za nią chcąc w ten sposób przewrócić butelkę, ale moja nić tylko się rozciągnęła. Była niesamowicie elastyczna, ale mało wytrzymała. Kiedy rozciągałem ją dłońmi, na jednej z nich poczułem chód. Jedno źródło „przykleiło się do mnie” tuż za nadgarstkiem, a drugie na wierzchu mojej dłoni, miały wygląd „konwekcyjnych” kulek wielkości piłki golfowej. Ponieważ nie towarzyszyły temu zbyt miłe odczucia, powiedziałem do nich po prostu: „Wynocha!” Jedna z nich odpłynęła, a druga została. Powiedziałem więc wprost: ”Spier…!”. Poczułem jak powoli oddziela się ode mnie, aż tuż przed samym końcem moje ramię przeszył impuls elektryczny podobny do tego z elektrycznych zapalniczek! Poczułem go aż w żołądku. Chyba kogoś zdenerwowałem…

Było już grubo po dwunastej, kiedy poczułem, że ktoś za mną stoi, i że nie ma zbyt przyjaznych zamiarów. Kiedy się odwróciłem, to coś uciekło przed moim wzrokiem w drugą stronę. Obracając się jeszcze raz , ta istota znów schowało się poza moim polem widzenia. Nagle w mojej głowie pojawiła się myśl, że plecy to dla pasożyta najlepsze miejsce, bo mało kto może je sobie sam oglądać. To coś uciekało przede mną chowając się za moimi własnymi plecami. Byłem wystraszony i za wszelką cenę chciałem ściągnąć to coś z siebie. Chciałem podejść do lustra, aby się temu przyjrzeć, ale koło łóżka znów pojawiła się widziana przeze mnie wcześniej „trójka postaci”, więc szybko zrezygnowałem. Po chwili przemogłem się, żeby wstać i zapalić światło i to chyba pomogło. Usiadłem z powrotem na fotelu i poczułem jak moje pięty skubią ukryte pod fotelem „zwierzątka”. Trwało to jeszcze kilka godzin, więc siedziałem przy zapalonym świetle do 4 rano. Około 2 w nocy wszystko powoli zaczęło się uspokajać, choć moja pościel dalej żyła swoim życiem. Wciąż miałem problemy z równowagą i rozmazywały mi się obrazy, kiedy kręciłem głową. Kilka razy wychodziłem do łazienki i w ogóle nie mogłem zasnąć, wcale mi się nie chciało. Około 10 rano wstałem i zająłem się  ogarnięciem wydarzeń zeszłej nocy. Wszystko skończyło się około południa, gdy znikły powidoki a niebo nie było już seledynowe, chociaż przez cały dzień czułem się trochę nieswojo.

Wnioski końcowe: Benzydaminy nie polecam nikomu, nawet bardziej doświadczonym psychonautom, szczególnie w opisywanej dawce. Prócz kilku całkiem ciekawych epizodów, przez cały, kilkugodzinny trip byłem mocno przestraszony. Widziałem już w życiu nie jedno, ale to było dla mnie chyba trochę za dużo. Wątpię, żebym zdecydował się na powtórzenie tego doświadczenia. Odczuwam to, jakby chemia pokazała mi swoją ciemną stronę. Zdecydowanie odradzam jakiegokolwiek eksperymentowania z tą substancją!

P.S. Najbłyskotliwsza myśl tamtej nocy:

„Wszechwiedza jest czymś szalenie niebezpiecznym i stanowi olbrzymi ciężar”
Avatar
jaracz6 (offline) #2

User title: Chyba nie.
Member since Apr 2007 · 239 posts · male
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Zwierzątka, dużo zwierzątek. Norma po benzie ;)
Każdy powinien przed zarzuceniem owego specyfiku wiedzieć, że zapewne zobaczy wiele nieciekawych zazwyczaj stworzeń.
Trip bardzo fajnie napisany, pozdro.
Podpis będzie widoczny pod każdym twoim postem. Możesz nawiązać do interesujących ciebie stron bądź jakieś motto. Podpis nie powinien być za długi, ponieważ będzie zajmował trochę miejsca w widoku wątku. Niektóre znaczniki formatowania tekstu mogą być niedostępne.
AstralBlade (offline) #3

Member since Dec 2008 · 82 posts ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Trip kozacki,przekonałeś mnie do wzięcia tego specyfiku :D Jeszcze nie wiem kiedy to będzie ale na pewno już niedługo. Ile radzicie ogarnąć saszetek na pierwszy raz żeby mieć mocną akcję ? Dodam że ważę 65 kg<nie wiem czy to ważne>.Z tego co czytałem to można mieć po tym takie akcje jakie lubię najbardziej , straszne :D
losyart (offline) #4

Member since Nov 2007 · 26 posts · male
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Te Postacie to musiały być Duchy aaaa zwierzątka cóżż na to wyjaśnienia nie mam może też duchy przybierające postacie zwierząt nie wiem taka moja hipoteza. TR fajny a Benza ostatnio popularna z tego co widzę ja nie próbowałem jeszcze i chyba nie spróbuje prędko może wcale po co sobie horrory robić ??
Avatar
Black Lotus (offline) #5

Member since Nov 2008 · 339 posts ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post #3
Znakomicie napisany trip-report, ale wniosek końcowy - benzydamina to mroczna strona psychodelii - kłóci się z Twoim opisem. Ile tak naprawdę było w tym strachu, a ile fascynacji - tak procentowo?

Jeśli faktycznie miałeś takie wizje, to większość benzydaminowiczów powinna Ci zazdrościć, bo oni mają nieogar, walkę z jakimiś archetypicznymi postaciami zła - np. walka z pająkiem., - wszędzie im strzelają niemarerialne błyskawice i wszystko jest groteskowe jak z japońskiego horroru.

Gdybym ja miał przeżyć takie coś, jak Ty, z chęcią bym zażył 6 zaszetek benzydaminy.
A mam za sobą ho ho psychodelicznych podróży wgłąb siebie
(otchłań patrzy, gdy patrzysz w nią! ogień kroczy za mną!)
jak i mnie w relacji z drugim człowiekiem
(cóż jest bowiem bardziej fascynującego dla człowieka, niźli drugi człowiek, w którego oczach się odbijasz swoje oczy? Czy może wręcz spojrzenie w swoje własne oczy odbite w oczach drugiego człowieka mówi cokolwiek inaczej niepoznawalnego?).
...mam za sobą bad-tripy.
Dopowiedz mi proszę, gdzie był ten lęk, bo go tutaj nie zaakcentowałeś w ogóle. W ogóle Twój trip-report jest bardzo malowniczy. Jeśli zaiste miałeś takie doświadczenie - tak jakby znalezienie się w zupełnie innym świecie - tedy Ci zazdroszczę.

Ta myśl powstała na benzydaminie? Jeśli tak, to po raz kolejny mnie zaskakujesz, gdyż uważałem za zupełnie bezrefleksyjny ciąg dziwacznych, groteskowych wizji z tak wielkim nieogarem, że nie da się dokończyć zaczętej myśli.

Ogólnie, gratuluję doświadczenia, bardzo piękne jak na swoją obcość - ale czy doświadczenie takiej obcości nie dodało Ci sił w zetknięciu z rzeczywistością? Czy nie stała się ona mniej przerażająca dzięki niemu?
...temporarily blind, dimension to discover...

http://www.youtube.com/watch?v=RiV_ue-PbL4
Zbigniew (offline) #6

User title: Ośmiornica.
Member since Jan 2008 · 231 posts · male
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Dopowiedz mi proszę, gdzie był ten lęk
A brałeś kiedyś cipacza? Ja miałem gonitwę myśli nie raz, a lęk, niepokój - jest prawie zawsze, ale nie wkręcam się w halucynacje jak Arion i panuje nad nimi. Różnymi spodobami, ale tak rozkrecić fazę, to się boję ;) Benzydamina pokazuje więcej, jeśli się jej na to pozwoli, jeśli przestraszymy się odpowiednio, to ona pójdzie za ciosem ;) Właśnie ten strach nakręcał tę psychodelę. Rozumiesz Black Lotus?
Patrzę na świat z nawyku
Więc to nie od narkotyków
Mam czerwone oczy doświadczalnych królików
Avatar
Black Lotus (offline) #7

Member since Nov 2008 · 339 posts ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
A brałeś kiedyś cipacza?
Jak wynika z mojego ostatniego posta - myślałem, że to mózgojeb, który biorą dzieciaki żeby się zapierdolić. Dlatego nie i dlatego tak mnie ten tr zafascynował, bo był zupełnie inny w treści.

Ja miałem gonitwę myśli nie raz, a lęk, niepokój - jest prawie zawsze, ale nie wkręcam się w halucynacje jak Arion i panuje nad nimi.
Mówisz cały czas o benzydaminie, tak?

Właśnie ten strach nakręcał tę psychodelę. Rozumiesz Black Lotus?
Innymi słowy lęk jest warunkiem tych halucynacji, tak? Nie używajmy tu może słowa 'psychodela', bo to trochę za duże słowo na pomarańczowe stworzonka kotłujące się pod kołdrą, może poza uwagą końcową.

Czyli innymi słowy - nie boisz się, nie masz tego wszystkiego, co benzydamina oferuje? 'Trzeba' się bać?
...temporarily blind, dimension to discover...

http://www.youtube.com/watch?v=RiV_ue-PbL4
Avatar
Kazik (offline) #8

Member since Sep 2006 · 847 posts · male · Location: Sopot dolny
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post #1
Arion on 2009-01-01, 14:26:
[...]
Wnioski końcowe: Benzydaminy nie polecam nikomu, nawet bardziej doświadczonym psychonautom

AstralBlade:
Trip kozacki,przekonałeś mnie do wzięcia tego specyfiku :D

  Klasyczny przykład mentalności tego forum, nie?  ;-)

Arion on 2009-01-01, 14:26:
„Wszechwiedza jest czymś szalenie niebezpiecznym i stanowi olbrzymi ciężar”

  Bo jak już zrozumiesz, to nigdy już nie zrozumiesz tych, co nie rozumieją, a i sam przestaniesz być rozumiany.
Your circuit's dead, there's something wrong, can you hear me, major Tom?
Avatar
Gwynnbleid (offline) #9

Member since Jan 2008 · 1426 posts ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Mocne przeżycia ale nie dziwie sie ...6 saszet. Nierozsądnie. Zważywszy że wszyscy opisują wzmożone lęki i strach przed halucynacjami. Trzeba przyznać że ów cipacz ma swój urok i chyba trzeba będzie skosztować. Ewentualnie na uspokojenie jakiś clon. Ciekawe jak wygląda spacer nocą po lesie z kompanem ;)
Responsible Drug User
http://en.wikipedia.org/wiki/Responsible_drug_use
Zbigniew (offline) #10

User title: Ośmiornica.
Member since Jan 2008 · 231 posts · male
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
In reply to post #7
Czyli innymi słowy - nie boisz się, nie masz tego wszystkiego, co benzydamina oferuje? 'Trzeba' się bać?
Lęk, niepokój jest wywoływany przez benzydaminę. Choćbyś oglądał smerfy w TV to byś bał się, że gargamel od tyłu Cię zarżnie.
Psychodela jak najbardziej.

Mówisz cały czas o benzydaminie, tak?
Nie no, o dupie Maryni.

Jaki mózgojeb, gdzieśty to wyczytał? Wszyscy mówią, że to gówno bo ryje zdrowie, i łatwo o bad tripy. Bad tripem moim na benzydaminie było np. uczucie zlania się w majty. Trzykrotne, trzykrotnie sprawdzalem czy na serio, bo czulem ciezke spodnie. Możesz usłyszeć rozmowy, których nie było, na filmie zobaczyć sceny które są tylko dla Ciebie. Ja rozmawiam pewnego razu na gg z osobami spoza listy. Tylko widzisz, to naprawdę może przerosnąć człowieka. U mnie raz w życiu benza postawiła na swoim, jak wracałem z tego tripa z tym moczem (mnóstwo akcji po drodze, ziółka doplaliliśmy, czakrę widziałem unoszącą się z rąk, mnóstwo sytuacji, których nie przytoczę) to ostatnie 300 metrów musiałem pokonać sam. O ile śmiałem się z hydrantów dresów, psów biegających etc. (pełno tego wszędzie) w towarzystwie o tyle sam idąc, usłyszałem jak dresy coś krzyczą i biegną za mną, obejrzałem się, zobaczyłem taką watahę (jak na tym zdjęciu, z bejsbolem i trampkami) to zacząłem spierdalać ile sił wlezie, do domu.
Ale po tym wydarzeniu zmierzyłem się z benzą, 3 saszetki (fakt, niewiele) i na cmenatrz, sam + 0,5 zoladkowej :)
Nauczylem się wkręcać sobię pozytywy i wypracowałem mechanizm obronny na ten strach, który jest po prostu samoistny.
Chcesz, to sam się przekonaj. Ale i tak powiesz potem, że to gówno, bo to jest szajs. Żeby nie straszne u mnie fizyczne objawy (ból głowy, żołądka, gorączka, fale zimna i gorąca) to bym nawet jeszcze chętnie spróbował. Może latem w podobny sposób zrobię ekstrakcję jak zawodowy chemik ;) Ale nie z 6 saszet ;]
Patrzę na świat z nawyku
Więc to nie od narkotyków
Mam czerwone oczy doświadczalnych królików
Avatar
Kazik (offline) #11

Member since Sep 2006 · 847 posts · male · Location: Sopot dolny
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
  Nigdy nie próbowałem benzydaminy. Na ile ta faza jest podobna do deliriantów-antycholinergików, jak aviomarin, bieluń, wilcza jagoda? W ogóle jest podobna? Z tego, co rozumiem, jedno i drugie wywołuje prawdziwe halucynacje (w odróżnieniu od visuali, jak po, dajmy na to, LSD), ale czy są podobne?
Your circuit's dead, there's something wrong, can you hear me, major Tom?
Avatar
vart (offline) #12

User title: Geschtonkenflapped!
Member since Mar 2007 · 1008 posts · male · Location: Tak
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Na ile ta faza jest podobna do deliriantów-antycholinergików, jak aviomarin, bieluń, wilcza jagoda? W ogóle jest podobna? Z tego, co rozumiem, jedno i drugie wywołuje prawdziwe halucynacje (w odróżnieniu od visuali, jak po, dajmy na to, LSD), ale czy są podobne?

Nie wiem jak z bieluniem i jagodą, bo nie jadłem. Jeśli chodzi o Avio, to tak - halucynacje wzrokowe są do niego podobne. Po prostu je widzisz. Za to po benzydaminie nie ma Aviomarinowego delirium i jazd w głowie. Nie prowadzisz rozmów myślowych z samym sobą, nie gadasz z kumplem przez 5 minut, by po chwili się zorientować, że jesteś w pokoju zupełnie sam...

I Avio i benzę próbowałem, obydwu nie polecam. Benzydaminę przez zjazd i widoczną szkodliwość dla zdrowia (po półtorej roku od jednorazowego wzięcia mam przez chwilę powidoki, gdy wychodzę nocą na dwór). Aviomarin za potworne swędzenie/łaskotanie - 100x gorsze od wszelkich kodein i DXMów :)
"This is the bitterest pain among men,
to have much knowledge but no power"
                                                          Herodot 
        
            §h¶ôňgĽéĐ.
Avatar
Black Lotus (offline) #13

Member since Nov 2008 · 339 posts ·
Group memberships: Użytkownicy
Show profile · Link to this post
Choćbyś oglądał smerfy w TV to byś bał się, że gargamel od tyłu Cię zarżnie.

Psychodela jak najbardziej.
To Ty Zbysiu idź do słownika i sprawdź, co to znaczy psychodela...

Mówisz cały czas o benzydaminie, tak?

Nie no, o dupie Maryni.
Spytałem, bo nie rozumiałem, czy odszedłeś już od benzydaminy czy nadal o tym DELIRIANCIE mówisz - bo jak ukazałeś poprzednim postem, lekcji z podstawowych nazw się nie odrobiło i się myśli, że jak masz popierdalającego za Tobą Gargamela chcącego Cię wyjebać to to jest 'psychodela'. I nie unoś się tak, bo złość piękności szkodzi a buzia z fasonu wychodzi.

Myśl sobie co chcesz - wkładanie benzydaminy pomiędzy boską szałwię, cubensisy, muchomora i LSD to głupota ciężka. Tak samo jak myślenie, że jak masz wrażenie, że się zlałeś w gacie i że Cię wataha dresów godni to jest bad-trip... <_<

Aviomarin, bieluń dziędzierzawa, benzydamina, wilcza jagoda - deliriany. Nie, nie psychodeliki. :rolleyes:
...temporarily blind, dimension to discover...

http://www.youtube.com/watch?v=RiV_ue-PbL4
Close Smaller – Larger + Reply to this post:
Verification code: VeriCode Please note the verification code from the picture into the text field next to it.
Smileys: :-) ;-) :cheesy: :-D :-p ^_^ :blush: :cool: :rolleyes: :*) :huh: :-/ <_< :-( :'( :#: :scared: 8-( :nuts: :-O :) ;) :( :D :o) :/ ;( :'-( :kotz: :-| :-I :motz: :finger: :heart: :listen: :wall: :moody: :zzz: :mellow: :gun: %-D ;] :diabolic: :emo: :nolove: :yay: :retarded: :blush:
Special characters:
Go to forum
© hyperreal.info 1996-2009 / Zapisz się koniecznie na prenumeratę dwutygodnika hyperreala HEJ!
Current time: 2009-07-04, 14:05:39 (UTC +00:00)