Moja przygoda z DXM zaczęła śie dawno, jak jeszcze dinozaury stąpały po naszym pięknym świecie. Pierwszym okresem było branie standardowych 450 mg raz, czasami 2 w tygodniu (byłem już ćpunem, jak poznałem dxm). Po jakimś czasie zarówno dawki, jak i częstotliwość się zwiększyły i w pewnym momencie okazało się, że biore DXM prawie codziennie w dawkach 450-900mg. To trawało dość długo (od pierwszego tripu licząc <bo ta początkowa fascynacja była krótka - jakiś miesiąc, półtorej> będzie jakieś 9-10 miesięcy. Jakoś w 7-8 miesiącu w naszym związku pojawiły się pierwsze nieporozoumienia. Zaczęły mnie boleć mięśnie (zwłaszcza, i to strasznie mocno, karku), na samą myśl o połykaniu tabletek brało mnie na wymioty, a tripy stały się bardzo powszednie, żeby nie powiedzieć nudne. Potem troszkeprzystopowałem, zacząłem brać rzadziej (to był okres wiecznego rzucania DXMu przez Billa) i magia DXMu wróciła i to nawet mocniej niż przedtem. I znouw bezproblemowo moge łykać 60 akodynów naraz zapijając browarem. I tak sobie myśle że właśnie polece po akodyn din din
Piszcie, co wy sądzicie o tym związku, bo widzie, że nie ma podobnego tematu

The path, of the righteous man, is beset on all sides by the iniquities of the selfish, and the tyranny of evil men. Blessed is he, who in the name of charity, and good will, shepherds the weak through the valley of the darkness. For he is truly his brother's keeper, and the finder of lost children. And I will strike down upon thee with great vengeance, and furious anger those, who attempt to poison, and destroy my brothers. And you will know my name is The Lord when I lay my vengeance upon thee.